Co zrobić, by strona internetowa nie padła ofiarą plagiatu

Strona internetowa jest dziełem. I może zostać skradziona. Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie “przygoda” jednego z użytkowników LinkedIn. Zwrócił się niedawno do społeczności o pomoc w sytuacji kradzieży treści artykułów z jednego z blogów. Temat nierozerwalnie wiąże się z pojęciem praw autorskich w Internecie – czyli co i kiedy wolno nam kopiować oraz wykorzystać. A kiedy należy zastanowić się nad taką praktyką.

Strona internetowa a prawo autorskie

Dużo korzystamy z internetu, coś się nam podoba, coś by może się przydało, łatwo jest kliknąć “kopiuj” i wkleić zdjęcie czy treść na własnej stronie, blogu,…

Aby być pewnym, co możemy zrobić bez naruszania czyiś praw autorskich, sprawdźmy co mówi nam nasze prawo.

Przepisy

Regulacje dotyczące praw autorskich zostały zawarte w ustawie z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Znajdziemy tam takie pojęcia, jak „twórca”, „utwór”, „dozwolony użytek”, „prawo cytatu”. Same prawa autorskie dzieli na majątkowe i niemajątkowe. Musimy wiedzieć także, że w Internecie obowiązują te same prawa autorskie, co w mediach drukowanych.

Strona internetowa to też utwór

Zgodnie z art. 1 przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Taka definicja jest uniwersalna dla wszystkich dzieł twórczych bez względu na rodzaj czy medium (pisane, drukowane, wirtualne,…). W ten sposób rozumiany utwór podlega ochronie prawnej, niejako automatycznie, już od chwili jego ustalenia. Zatem do dzieł można zaliczyć teksty publikowane w Internecie, filmy, nagrania muzyczne, programy komputerowe, itp.  Ponieważ mają autora który je wykonał (zakładamy oczywiście, że nie jest to plagiat :)).

Tutaj powinien pojawić się pierwszy wykrzyknik – aha!, kopiowanie z czyjejś strony i zamieszczanie tekstu na własnej może skończyć się problemem. Pomyślmy o tym także odwracając role. Rozumieją to dobrze szczególnie te osoby, które postanowiły tworzyć markę osobistą. Ich działania często obejmują pisanie bloga (sic), a w nim zamieszczanie treści autorskich. Wkładają w to niemało wysiłku podpierając tekst doświadczeniem i wiedzą zdobytymi przez lata działalności. Nic zatem zaskakującego, że niemiłym jest dla nich stwierdzenie kradzieży treści ze strony internetowej.

Podobnie ma się rzecz z wszelkiego rodzaju grafikami, zdjęciami i innymi “utworami”. Fotograf, zamieszczając na stronie swoje portfolio nie czyni tego by obdarować internautów darmowymi grafikami. Zapewne z jednej strony jest mu miło, że to akurat jego plagiatują – jest to niejakie uznanie wartości. Jednakże, gdy ktoś zaczyna czerpać korzyści z naszej pracy, to tego rodzaju “uznanie” przestaje być sympatyczne.

Zatem, co wolno w internecie?

Licencje CC (Creative Commons)

Zasady oraz warunki korzystania z utworów w internecie określają licencje. Na ich podstawie twórca upoważnia innych do korzystania z utworu. Licencje można stosować dla dowolnego utworu: tekstu, obrazu, dźwięku, wideo. Najpopularniejszymi wolnymi licencjami stosowanymi do dzielenia się utworami innymi niż oprogramowanie są licencje tworzone przez organizację Creative Commons. Zawsze, ale to zawsze twórca zachowuje prawa autorskie, czyli do “podpisywania” autorstwa utworu. Jednocześnie umożliwia innym kopiowanie i rozpowszechnianie. Może także określić czy udostępnianie obejmuje cele komercyjne czy niekomercyjne oraz ograniczyć możliwość tworzenia utworów zależnych.

Dozwolony użytek osobisty

Ściąganie – pobieranie utworu, już rozpowszechnionego w internecie, nie stanowi naruszenia prawa autorskiego. Mieści się ono w zakresie pojęcia dozwolonego użytku osobistego. Oznacza nieodpłatne korzystanie z już dostępnego w sieci utworu. Nie wymaga to wyrażenia zgody ze strony twórcy. Nieważne też, czy plik jest ściągany na dysk komputera, czy tylko używany w przeglądarce internetowej.  Ale… udostępnianie tych plików innym jest już przestępstwem.

Strona internetowa – Twoje dzieło – jak ją chronić

Gdy stwierdzimy kradzież naszych treści zawsze można dochodzić swoich praw – ale lepiej jest przeciwdziałać. Każdy z powszechnych, darmowych CMSów, jak WordPress, Joomla czy Drupal oferują dodatki (wtyczki, moduły,…) pomagające chronić treści. W moim wpisie pochylę się jedynie nad przypadkiem WordPressa. Jedną z takich wtyczek, którą sam używam i polecam innym, jest Secure Copy Content Protection z oficjalnego repozytorium CMSa. Wtyczka wyłącza możliwość kopiowania zarówno myszką, skrótem klawiszowym jak i narzędziami developerskimi z poziomu przeglądarki. Wyłącza także klawisz F12. A co najważniejsze – wszystkie te funkcje dostępne są w wersji bezpłatnej. Wersja PRO udostępnia jeszcze kilka innych funkcji, w tym możliwość zamieszczenia znaku wodnego.

Podsumowanie

Zawsze lepiej zapobiegać niż potem “leczyć”. Jeżeli zamierzasz zamieszczać na stronie internetowej treści, grafiki lub inne utwory szczególnie dla Ciebie wartościowe – zabezpiecz się przed ich kopiowaniem. Powinieneś zrobić to już na etapie budowania strony. Zaoszczędzisz sobie przykrych niespodzianek.

Dziękuję za wytrwałość.

Podziel się

Share on facebook
Share on google
Share on linkedin
Share on twitter